Inne tango
“Jeszcze w Wa-wie uzgodniliśmy naszą pierwszą lekcję tanga z Jose. Udaliśmy się tam linią metra A. Tym, którzy są pierwszy raz w Buenos Aires rekomenduje się tę linię jako niewątpliwą atrakcję krajoznawczą. Drewniane wagony, drewniane ściany, drewniane ławki. Drzwi albo otwierają się same albo nie (trzeba własnoręcznie), zasuwają się same albo nie (j.w.). Przed odjazdem nie słychać sygnału jak u nas, tylko gwizdek. Z peronu, przez sklepienie widać niebo. Pewnie linia nie jest zbyt głęboko. Sensacja!!!!
Dotarliśmy 30 minut za wcześnie (nie wierzyliśmy w nasze zdolności poruszania się lokalnym metrem a tu proszę, udało się).
Połaziliśmy nieco, mimo, że okolica nie ciekawa i zadzwoniliśmy.
Jose przywitał nas ciepło (jak wszyscy tutaj, nawet ci co nas widzą pierwszy raz na oczy). Pogadaliśmy troszkę o tym co nas najbardziej interesuje i co sprawia nam największe kłopoty. W Warszawie nie gościliśmy nigdy na lekcji tanga u Jose i Viki. Trafiliśmy zaledwie raz na praktikę w Equilibrum, kiedy byli przejazdem z Krakowa. My wiedzieliśmy o nich wiele od Michała i Ani, Kasi i Mateusza i wielu innych. Oni o nas niewiele. Minki mieli nietęgie. Prawdopodobnie byli zaniepokojeni tym czego od nas oczekiwać. Zatańczyliśmy jeden kawałek – chyba im szczyptę ulżyło. Jose oznajmił nam, że dzisiaj będzie delikatnie. No więc nie było. Zwykły, zdawałoby się, układ zakręcił PM (i mnie ociupinę też) w chińskie dzień dobry. Moc techniki do elastycznego objęcia + panowanie nad ciałem. Dobrze wam tak! Sami o to prosiliście!…”
Buenos Aires subiektywnie – tangowy blog